Każdy jest kowalem swojego losu?


To jedno z najpiękniejszych i najbardziej perfidnych kłamstw, jakie ludzkość sobie opowiada.

Od jakiegoś czasu siedzi mi w głowie taki obraz:

Ludzie stojący na ulicy w Gazie. Nad nimi spadają bomby. Ich „wybór” wygląda tak: stać w miejscu, biec w lewo, biec w prawo, krzyczeć albo nie krzyczeć. To wszystko.

I właśnie ci ludzie są podobno kowalami swojego losu.

A nad tym całym piekłem siedzi banda debili w garniturach i mundurach, którzy szczerze wierzą, że „ratują świat” – czyli tak naprawdę swoje dupsko, interesy, wpływy i poczucie wielkości. Ich ich głupota i kalkulacje przypieczętowały los tysięcy ludzi, którzy nigdy nie mieli realnego wpływu na to, co się dzieje.

I wtedy pojawiają się intelektualiści hipokryci – ci sami, co zawsze – i zaczynają pierdolić z pozycji wygodnego fotela: „Mogli wcześniej zrobić to czy tamto…”, „Mogli podjąć inne decyzje …”. Jakby głos tych ofiar w skorumpowanym systemie cokolwiek znaczył. To jedynie próba zrzucenia winy na ofiarę, żeby tylko nie musieć przyznać najprostszej prawdy: większość rzeczy, które decydują o naszym życiu, jest poza naszą kontrolą.

Mit samozwańczego kowala

Cała zachodnia narracja o „self-made manie” i „hartowaniu charakteru przez cierpienie” rozsypuje się w pył, gdy spojrzysz na jakikolwiek konflikt, kryzys ekonomiczny czy pandemię.

Prawda jest brutalna:

  • Możesz być najinteligentniejszy, najpracowitszy i najbardziej zdyscyplinowany na świecie, a i tak możesz zginąć od bomby zrzuconej przez kogoś, kto nawet nie wie, że istniejesz.
  • Możesz zbudować solidny biznes, a potem przyjdzie polityk, bankster albo globalny trend i zmiecie cię w jeden dzień.
  • Możesz wychować dzieci najlepiej jak potrafisz, a system i kultura, i tak zrobi z nich neurotycznych konsumentów.

Nikt nie żyje w próżni ani nie jest samotną wyspą. Jesteśmy zanurzeni w ogromnej, chaotycznej sieci zależności i przypadków, na które jednostka ma śmiesznie mały wpływ.

Buddyjska pratītyasamutpāda (współzależne powstawanie) mówi to samo od tysięcy lat. Wszystko jest ze sobą powiązane. Twój „sukces” stoi na pracy milionów ludzi, na infrastrukturze zbudowanej przez poprzednie pokolenia, na stabilności, która w każdej chwili może runąć.

A mit „kowala” służy tylko jednemu: tym, którzy stoją wyżej, żeby mogli powiedzieć „sam sobie winien”.

Dwa rodzaje ludzi

Są ludzie, którzy przeżyli piekło i wyciągnęli z tego wnioski: „Kurwa, świat jest okrutny i losowy. Pomagajmy sobie nawzajem, kiedy możemy, bo jutro bomba może spaść na mnie.” I są ci drudzy – złamani przez to samo piekło, ale zamiast empatii wyhodowali w sobie pancerz cynizmu: „Mnie nikt nie pomógł i żyję, więc wy też sobie radźcie. Jak nie dacie rady – to wasza wina.
Ci drudzy są najgłośniejsi. Bo ich narracja idealnie pasuje do systemu, który chce nas wszystkich atomizować i wmówić, że jesteśmy samotnymi kowalami w wielkiej kuźni.

Jak nie zwariować w takim świecie?

Trzymaj się z daleka od tych drugich. Unikaj jak ognia ludzi, którzy z wyższością cytują „wszystko zawdzięczam swojej pracy”, lub „każdy jest kowalem swojego losu” szczególnie gdy mówią to z pozycji komfortu.
To mechanizm obronny pod przykrywką mądrości życiowej i pokrętny sposób na to, żeby nie czuć ciężaru cudzego cierpienia i nie kwestionować własnego „sukcesu”.

Zostań przy tych, którzy widzą złożoność i rozumieją, że między „całkowitą bezsilnością” a „pełną kontrolą” jest ogromna szara strefa. Którzy zamiast oceniać ofiarę bomb – pytają „jak, do kurwy nędzy, zatrzymać tych, którzy te bomby zrzucają?”

Wolność nie polega na wmawianiu sobie, że jesteś bogiem swojego losu. Prawdziwa wolność zaczyna się od uznania, jak bardzo ten los jest kruchy i współzależny – i od decyzji, żeby w ramach tego, co możesz kontrolować, nie być kolejnym durniem rzucającym bomby na cudze życie.

Jeśli narracja o „indywidualnej odpowiedzialności za wszystko” śmierdzi ci fałszem, jesteś po prostu realistą w świecie, który oszalał na punkcie iluzji kontroli. 

Najnowsze wpisy:

Lista kategorii:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *